Znak „stop”, czyli jak nie dać się zabić na drodze

W Rozporządzeniu Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej z dnia 11 stycznia 1993 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych - w rozdziale 2 w kategorii znaków pionowych umieszczony został istotny znak zakazu B-20 „stop” oznaczający zakaz wjazdu na skrzyżowanie bez zatrzymywania się przed drogą z pierwszeństwem przejazdu i obowiązek udzielania pierwszeństwa pojazdom jadącym tą drogą.

Znak ten w swojej dyspozycji wyraża obowiązek bezwzględnego zatrzymania się przed wjazdem na skrzyżowanie.

Kolejne Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych ujednolicające dotychczasowe treści - w niczym nie zmieniło dotychczasowej roli tego bardzo istotnego znaku zakazu. Dyspozycja zawarta w treści rozporządzenia zmusza więc kierującego pojazdem, który dojeżdża do znaku stop - do zatrzymania się w każdej sytuacji, a nie tylko wtedy, gdy drogą z pierwszeństwem porusza się inny pojazd. Intencja ustawodawcy wydaje się być więc jasna i jednoznaczna - znak stoi po to, aby przestrzegać jego dyspozycji w każdych warunkach drogowych i po to, aby kierującego jadącego drogą podporządkowaną zmusić do określonego zachowania bez jakiegokolwiek prawa wyboru, a w konsekwencji aby uniknąć potencjalnego nawet niebezpieczeństwa.

Sytuacja drogowa - czy drogą z pierwszeństwem jedzie, czy nie jedzie jakiś samochód - jest tu totalnie bez znaczenia.

Warto wspomnieć także o penalizacji dotyczącej niestosowania się do znaku B-20. Niezatrzymanie pojazdu na skrzyżowaniu ze znakiem „stop” stanowi wykroczenie drogowe określone w art. 92 par. 1 Kodeksu Wykroczeń i nie jest istotne czy wina jest umyślna, czy też nieumyślna. W taryfikatorze mandatowym za takie wykroczenie przewidziano grzywnę w wysokości 100 zł, a w obowiązującym taryfikatorze punktów karnych - 2 punkty. W takim razie - skoro niestosowanie się do tego znaku drogowego jest na tle innych znaków zagrożone tak niskimi sankcjami - czy można pozwolić sobie na luksus ulgowego traktowania jego znaczenia?

Zastanówmy się przez chwilę: w jakich miejscach znak B-20 jest najczęściej umieszczany przez zarządcę drogi? Zarówno każdy doświadczony, jak i początkujący kierowca odpowie jednoznacznie: tam, gdzie widoczność przy dojeżdżaniu do skrzyżowania jest mocno ograniczona (kierujący musi dokładnie rozglądać się, by zauważyć nadjeżdżające pojazdy).

W statystykach policyjnych nie odnotowuje się oddzielnej kategorii wypadków spowodowanych niestosowaniem się do znaku „stop” – ujęte są one w rozdziale „nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu”. Trudno więc powiedzieć – ile tak naprawdę takich zdarzeń miało miejsce.

Ale te wszystkie opisane powyżej przesłanki nie powinny zmieniać naszego zdroworozsądkowego stanowiska – widzę „stop”, to zatrzymuję pojazd (samochód, motocykl). I nie ma znaczenia czy jedzie, czy też nie drogą poprzeczną inny pojazd, z którym moglibyśmy spotkać się na skrzyżowaniu – bezwzględne stosowanie się do znaku „stop” gwarantuje bezpieczeństwo nie tylko nasze, ale też i innych uczestników ruchu drogowego. Z dawnych lat, gdy zaczynałem swoją przygodę z motoryzacją – instruktor, który uczył mnie jeździć samochodem, z chwilą, gdy nie zatrzymałem się przy znaku „stop” – powiedział: „już nie żyjesz”. A ci, co tak robią, to po prostu żyją „na kredyt” – do jakiegoś następnego razu.

W kontekście tego wszystkiego, co zostało tu napisane - dziwi stanowisko przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego woj. mazowieckiego sprawujących funkcje kontrolne nad egzaminami na prawo jazdy. W trakcie trwania egzaminu na prawo jazdy zdający nie zatrzymał pojazdu przed znakiem B-20 - egzaminator prowadzący egzamin przerwał jazdę i ogłosił wynik negatywny egzaminu, na co zdający wniósł skargę – i została ona rozpatrzona pozytywnie. Decyzję swoją organ nadzoru poparł stwierdzeniem, że nie zaszło żadne rzeczywiste niebezpieczeństwo, a zachowanie zdającego nie spowodowało sytuacji zagrożenia w ruchu drogowym. Taka decyzja nie powoduje wprawdzie wyniku pozytywnego, ale daje szansę na powtórne zdawanie egzaminu uchylając jedynie wynik negatywny. Podważając decyzję egzaminatora motywacją, że nie było zagrożenia - Urząd Marszałkowski (jako organ nadzoru) zatwierdził popełnione przez zdającego wykroczenie drogowe i nadszarpnął autorytet egzaminatora. Czy takie zachowanie przedstawicieli nadzoru jest słuszne? Czy chcemy mieć kierowców, którzy zostają nagrodzeni za to, że nie stosują się do przepisów?

Czy chcemy doprowadzić do takiej sytuacji, że aby uznać decyzję egzaminatora - musi „polać się krew”? Takie rozumienie przepisów szokuje i zastanawia nie tylko nad kompetencjami przedstawicieli nadzoru i aż skłania do pytania: „Czy pan, panie urzędniku, też nie zatrzymuje się przy znaku „stop” podczas jazdy prywatnym samochodem? Co pan o tym sądzi?”

Stop - ale nie dlatego, że przez to przejście przechodzą dzieci.

Czytaj także:

Stanowisko Wydziału ds. Kandydatów i kierujących Pojazdami Urzędu Marszałkowskiego Woj. Mazowieckiego dotyczące powyższego artykułu.

 

Pozostałe artykuły z działu: