Transport drogowy osób

Bez względu na to, na terenie jakiego europejskiego kraju miało miejsce zdarzenie drogowe z udziałem autobusu, zdecydowanie najczęstszą przyczyną był błąd człowieka. Czynnik ludzki to najsłabsze ogniwo łańcucha zwanego „transport drogowy osób” i nie chodzi tu bynajmniej wyłącznie o kierowców, ale o wszystkie osoby, od których może zależeć poziom bezpieczeństwa. Są to dyspozytorzy, planiści czy osoby związane z obsługą techniczną, a więc to także w ich rękach spoczywa ogromna odpowiedzialność. 

Warto wspomnieć, że jeśli już dojdzie do zdarzenia z udziałem autobusu - najczęściej ma ono postać katastrofy w ruchu lądowym. Dlaczego? Ponieważ po pierwsze mamy do czynienia z dużą liczbą osób poszkodowanych (zabitych lub rannych) i w końcu po drugie - następują duże straty materialne w mieniu. Warto pamiętać o innych podmiotach, które zaangażowane są w akcję ratunkową - Straż Pożarna, Policja, Pogotowie Ratunkowe czy inne służby pomocnicze (np. pomoc drogowa).

Co ciekawe - dla przykładu - co roku w Polsce okazuje się, że wypadki, których sprawcami są kierowcy autobusów, można policzyć na palcach jednej ręki. W Europie te statystyki są podobne, zaś wszelkie zdarzenia wynikają najczęściej ze wspomnianych już wcześniej czynników. Nie można zatem mówić, że to tylko polskie autobusy biorą udział w zdarzeniach w UE. Przykładowo, w Grenoble, gdzie rozbił się polski autobus, wcześniej uległ wypadkowi autokar belgijski. Z kolei pod Berlinem owszem rozbił się autobus z Polski, jednak główną przyczyną było zajechanie drogi przez inny pojazd, prowadzony przez obcokrajowca.

Reakcja kierowcy nie była może najtrafniejsza, jednak trudno mieć do niego w tej sytuacji pretensję, skoro na jakikolwiek manewr obronny miał co najwyżej ułamek sekundy.

Jaka przyczyna?

Czy zły stan techniczny autobusów poruszających się w ruchu drogowym w państwach UE to główna przyczyna zdarzeń z ich udziałem? Odpowiedzieć można bardzo krótko - jako zdecydowane nie! Stan techniczny najczęściej nie jest przyczyną wypadków, a także na ich ilość nie wpływa fakt, że w autobusie kierowca nie posiadał jakiegoś dokumentu niezbędnego podczas wykonywania zadania przewozowego. A właśnie te elementy są sprawdzane podczas realizacji kontroli drogowej przez Inspekcję Transportu Drogowego lub Policję. Najczęściej zawodzi to, czego nie da się sprawdzić podczas takiej kontroli w sposób dokładny, czyli ogniwo ludzkie. Napięty plan jazdy (program imprezy czy też nierealny rozkład jazdy), przecena swoich umiejętności czy niewłaściwe wyszkolenie oraz często trzymanie się zasady, że „wypadek mnie nie dotyczy” - to główne przyczyny wypadków z udziałem autobusów.

Szkolenie

Kierowcy niby są poddawani regularnym szkoleniom, ale i tu jest duży problem. Wielu kierowców przychodząc na takie szkolenie wykazuje się lekceważącym do niego podejściem i ma przeświadczenie, że „ja to wiem już wszystko, a inni niech uczą się ode mnie”. Tu potrzeba zdecydowanie więcej pokory. To poważny problem, ponieważ jeśli doda się do tego wykładowcę - szkoleniowca, który nie jest także praktykiem - często nie zyska autorytetu i uznania w oczach słuchaczy. W takim przypadku bardzo często zaskakują wykładowcę pytania wynikające bezpośrednio z praktycznych sytuacji mających miejsce na drodze, a których nie są w stanie ująć żadne przepisy lub publikacje. Wykładowca - teoretyk będzie starał się odpowiedzieć na pytanie odwołując się jedynie do takich zapisów, co często może wywoływać uśmiech na twarzach kierowców. Tu trzeba ogromnej wiedzy zarówno teoretycznej jak i lat praktyki za kierownicą autobusu, aby móc umieć odnaleźć się w gąszczu trudnych pytań i zarazem udzielić na nie rzeczowej odpowiedzi. Szkoleniowcem - trenerem do spraw związanych z transportem drogowym osób (lub rzeczy) nie może być osoba, która jest fachowcem owszem, ale w dziedzinie wyścigów czy rajdów samochodowych. Kierowca autobusu nie musi znać zasad jazdy wyścigowej na torze lub tajników jazdy rajdowej, ponieważ nie będzie mu to nigdy w jego zawodzie do niczego potrzebne. Tak samo jak kierowca wyścigowy nie musi znać zasad bezpiecznej jazdy autobusem, ponieważ taka wiedza przy startach w zawodach sportowych jest po prostu zbędna. Niestety jak pokazuje praktyka: byli zawodnicy - świetni zresztą w tym co wcześniej robili - stają się obecnie instruktorami doskonalenia techniki jazdy i szkolą... także kierowców autobusów. Z pewnością nie tędy droga do poprawy bezpieczeństwa. Problem jednak sprowadza się do tego, że w Polsce zbyt mało jest trenerów, którzy mogą w sposób profesjonalny prowadzić szkolenia dla kierowców autobusów. Z całym szacunkiem, ale umiejętności kierowcy wyścigowego lub technika jazdy rajdowej z pewnością tu nie wystarczą, a taki zakres wiedzy dla kierowcy autobusu jest zwyczajnie zbędny.

Kierowca przeszkolony w należyty sposób to kierowca świadomy. To kierowca, który nie podejmie ryzyka, ponieważ będzie w 100% zdawał sobie sprawę z potencjalnych konsekwencji.

To klucz do bezpieczeństwa, który powinien być brany pod uwagę zawsze, kiedy mamy do czynienia z transportem drogowym osób. Czasu nie da się cofnąć, jeśli jednak kierowca prowadzący autobus w Grenoble byłby odpowiednio przeszkolony z techniki jazdy i hamowania w górach - do tego wypadku najprawdopodobniej nie doszłoby. Kierowca być może jeździł bardzo płynnie i spokojnie na terenach nizinnych, jednak w górach nie poradził sobie. I trudno go winić za taki stan rzeczy. Bardziej należałoby się zastanowić nad systemem odpowiednich szkoleń, które będą w stanie przygotować kierowcę do wykonywania późniejszego zawodu w sposób profesjonalny i bezpieczny tak dla pasażerów, jak i dla innych uczestników ruchu, co z kolei może pomóc w uniknięciu podobnych jak miało to miejsce w Grenoble tragedii.

Znajomość techniki, taktyki kierowania oraz przede wszystkim umiejętność posługiwania się alternatywnymi układami hamulcowymi to podstawa bezpiecznej jazdy autobusem. Jeśli te elementy zawodzą - każda jazda to ryzyko, a wystarczy iskra, aby nastąpiło nieszczęście.

Trener - „fachowiec”

Nie tak dawno słychać było o pomyśle, aby na szkoleniach w zakresie transportu drogowego mogły wykładać jedynie osoby odpowiednio ukierunkowane zawodowo. To niestety kolejny nietrafiony pomysł. Wyobraźmy sobie dwie osoby: jedna ukończyła studia wyższe techniczne w zakresie np. eksploatacji pojazdów samochodowych, zaś druga studia wyższe ekonomiczne. Pierwsza ma tytuł inżyniera, jednak załóżmy, że uczelnię ukończyła 30 lat temu, a nigdy nie pracowała w swoim zawodzie. W ciągu tego okresu pozmieniało się tak wiele, że nasz inżynier na zadane pytanie o to, czym jest układ SCR lub co to jest płyn AdBlue, odpowiedziałby krótko: „nie mam pojęcia”. Ale tytuł to jest tytuł i szkolenia mógłby prowadzić, co byłoby oczywistym absurdem. Z kolei nasz drugi przykładowy absolwent ukończył uczelnię ekonomiczną, ale także nie poszedł do pracy w swoim zawodzie, a związał się z branżą z zakresu transportu drogowego osób lub rzeczy i posiada tu wieloletnią udokumentowaną praktykę zawodową. Na te same zadane pytania odpowiedziałby bez zająknięcia, ponieważ tymi rzeczami zajmuje się na co dzień. Zatem czy kryterium wykształcenia co do potencjalnych wykładowców jest tu trafne? Nie! Ale aby to zauważyć - także niezbędna jest odpowiednia wiedza, a nie tylko przeświadczenie o swoich racjach (często błędnych) i zebranych zapisanych dokumentach leżących na biurku. Papier przyjmie wszystko, jednak od wiedzy i przede wszystkim doświadczenia zależy podjęcie w danym zakresie trafnej i niekrzywdzącej nikogo decyzji.

Pozostałe artykuły z działu: