Prawo jazdy… nie takie wszystko proste, jak się wydaje

Uzyskanie wymarzonego prawa jazdy to nie tylko ukończenie kursu i zdanie egzaminu. Jednakże wielu kandydatom na kierowców tak właśnie się wydaje. Jeśli zapadnie już decyzja o zapisaniu się na kurs, dopiero wówczas zaczyna się podejmowanie kolejnych decyzji, od których w zasadniczej mierze zależeć będzie także i nasze bezpieczeństwo, jak już uda się zostać kierowcą.

Kryterium wyboru OSK

Pierwszy problem to wybór ośrodka, w którym realizować będziemy kurs. Ośrodków Szkolenia Kierowców (OSK) jest wiele, ale wybór wcale nie jest łatwy, a z pewnością nie może być dokonywany na zasadzie przypadku. Dla zdecydowanej większości kandydatów na kierowców zamieszkałych w większych miastach, najważniejsze jest zlokalizowanie ośrodka blisko domu oraz cena kursu. Nie jest to z pewnością dobre kryterium. Niska cena często nie pozwala zrealizować kursu na wysokim poziomie, a koszty prowadzenia ośrodka nie są małe – o czym kursanci nie zdają sobie w ogóle sprawy. O cenach kursu napiszemy więcej w dalszej części.

Czynników, którymi należy się kierować przy wyborze właściwego ośrodka jest wiele. Warto uświadomić sobie, że najważniejsza jest kompetencja i umiejętność przekazania wiedzy przez instruktora prowadzącego i to na tym powinniśmy skupić swoją uwagę. Jeśli ośrodek jest duży, zatrudnia z reguły co najmniej kilku, kilkunastu lub niekiedy i więcej instruktorów. Zatem przed zapisaniem się na kurs warto pytać nie tyle o najlepszy ośrodek, ale zasięgnąć nieco więcej opinii na temat pracujących tam instruktorów. Warto, aby instruktor nauki jazdy miał duże doświadczenie praktyczne w prowadzeniu pojazdów, doświadczył niejednej sytuacji na drodze i będzie potrafił przygotować kursanta na zaistnienie potencjalnego niebezpieczeństwa, a przynajmmniej uprzedzić o realnej możliwości jego zaistnienia. To może zaprocentować w przyszłości. Niestety wśród instruktorów są też tacy, którzy wcześniej wykonywali zupełnie inny zawód i instruktorami stali się przez zwykły przypadek lub zbieg okoliczności. Z pewnością nie dyskwalifikuje to instruktora (wielu z nich także potrafi szkolić na bardzo wysokim poziomie), jednak często takim osobom brakuje właśnie tego doświadczenia praktycznego w ruchu drogowym.

Warto wybrać się do ośrodka przed zapisaniem się na kurs, aby ocenić wizualnie jak wygląda sala, w której odbywają się zajęcia, jakie posiada wyposażenie w zakresie pomocy dydaktycznych oraz sprzętu audiowizualnego. Trzeba zapytać jak prowadzone są zajęcia teoretyczne, w jakich godzinach, upewniając się przy tym, że ośrodek nie realizuje teorii na skróty poprzez np. cięcie godzin.

Warto zasięgnąć opinii na temat ośrodka u osób, które realizowały bądź realizują już kurs w wybranym ośrodku, aby uzyskać informacje w jaki sposób odbywają się zajęcia i porównać czy jest to zgodne z obowiązującym w tym zakresie programem szkolenia.

Nie warto natomiast sugerować się statystykami zdawalności, ponieważ często jest tak, że bierze się tu pod uwagę, z którego ośrodka kursant posiada zaświadczenie o ukończeniu kursu, a w rzeczywistości po kursie podstawowym dodatkowe godziny jazd, kursant taki realizował w zupełnie innym ośrodku i u innego instruktora. Tam tez został należycie przygotowany do egzaminu, a tych informacji w takiej statystyce nie będzie.

Wybór OSK nie jest prosty. Wybór dobrego instruktora bywa jeszcze trudniejszy. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda tak samo – diabeł tkwi w szczegółach.Cena kursu

Wielu kandydatów na kierowców sugeruje się ceną kursu i wybiera jak najbardziej korzystna ofertę. To często duży błąd. Nie warto korzystać z promocji typu: „dla studentów 20% zniżki”, ponieważ wyszkolenie takiego studenta nie kosztuje mniej niż każdego innego kandydata na kierowcę, a z pewnością odbije się na jakości szkolenia.

Wyobraźmy sobie kurs prawa jazdy w obecnych czasach za cenę promocyjną na poziomie np. 850 zł. Warto zaznaczyć, że na rynku, ceny na takim poziomie są niestety spotykane. Czy realizacja kursu prawa jazdy, który będzie przebiegał w pełni zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami za cenę 850 zł jest w ogóle możliwa? Policzmy ogólne koszty: paliwo to około 400 zł/os., wynagrodzenie średnie dla prowadzącego zajęcia praktyczne instruktora to około 450 – 500 zł netto – czyli co najmniej 535 zł brutto. Zajęcia teoretyczne to już kolejne 60 zł/os., przy czym zakładamy, że na sali siedzi co najmniej 10 osób.

Jak policzyliśmy te koszty? Po pierwsze przyjmujemy, że zrealizowany będzie pełny i zarazem zgodny z przepisami w tym zakresie program szkolenia – licząc jazdę także poza obszarem zabudowanym. Przyjęliśmy średni dystans 25 km na 1 godzinę zajęć i średnie zużycie paliwa na poziomie 8,5 l. Po drugie, średnie wynagrodzenie dla instruktora to 15 zł netto za 1 godzinę zajęć praktycznych i 20 zł netto za jedną godzinę zajęć teoretycznych. Zsumujmy zatem: 400 + 535 + 60 = 995 zł. Przekraczamy zatem znacząco nasza wyjściową cenę 850 zł za kurs.

Warto zaznaczyć, że ośrodek ma niemałe stałe koszty stałe, a więc utrzymanie biura, sali wykładowej, pojazdów szkoleniowych, pracowników, placu manewrowego itp. Jednostkowo na kursanta wyjdzie to nie mniej niż kilkadziesiąt złotych, a jeśli ośrodek jest mały i szkoli w ciągu miesiąca niezbyt dużą liczbę kursantów, koszty te z oczywistych względów podnoszą jednostkowa cenę kursu prawa jazdy. Wniosek jest jednoznaczny: tani z pozoru kurs może później okazać się bardzo kosztowny.

Trzeba uważać na promocje, gdzie przy bardzo niskich cenach kursów prawa jazdy oferuje się już w tej cenie dodatkowo badania lekarskie, komplet pomocy dydaktycznych (w tym podręcznik), a czasem jeszcze 1 lub 2 godziny jazdy gratis. Warto wiedzieć, że prawidłowo zrealizowane badania przez uprawnionego lekarza kosztują co najmniej kilkadziesiąt złotych, a pomoce dydaktyczne kolejne co najmniej kilkanaście. Lekarz nie działa charytatywnie i OSK zapewne musi z lekarzem się rozliczyć za badania. To oczywiście pomniejsza minimalny budżet na szkolenie takiej osoby. Wnioski warto wyciągnąć samodzielnie.

Śmiechu warte są jednostkowe ceny za godzinę jazdy dodatkowej. Okazyjnie możemy znaleźć oferty na poziomie 35 zł/h zajęć praktycznych. Cena uśredniona jest nieco wyższa i wynosi około 45 – 50 zł/1 h. Porównując te ceny do kosztu 1 godziny szkolenia z instruktorem narciarskim, który swoją pracę wycenia na około 70 zł, wnioski nasuwają się same. Co się rzuca w oczy? Chociażby to, że instruktor narciarstwa do swojej (także trudnej i odpowiedzialnej) pracy nie musi zakupić samochodu i drogiego ubezpieczenia, a także niepotrzebne jest mu paliwo. Zatem koszty realizacji takich zajęć są niewspółmiernie mniejsze. Jeśli przyjmiemy, że na godzinę jazdy pojazd zużyje paliwa za około 10 – 12 zł, wynagrodzenie dla instruktora brutto to kolejne 20 – 25 zł nie licząc już amortyzacji i zużycia pojazdu, okaże się, że suma tych kosztów daje nam kwotę większą niż 35 zł. Na czym zatem ośrodek zarabia? Pytanie pozostawmy bez odpowiedzi i do własnych przemyśleń. Warto zaznaczyć, że nie dyskwalifikujemy kursu prawa jazdy w niskiej cenie, ale płacąc za taką usługę, mamy pełne prawo wymagać realizacji pełnego programu kursu i rzetelnego prowadzenia zajęć. Przypomnijmy, że dla kursu kat. B nie może być to mniej niż 30 godzin (45 minutowych) zajęć teoretycznych – w sali wykładowej i 30 godzin (60 minutowych) zajęć praktycznych - czyli za kierownicą pojazdu.

U tego instruktora, z pewnością nie warto realizować kursu. „Elka” na dachu i oczekiwanie na kursanta na obszarze wyłączonym z ruchu. Idealny przykład dla osoby, która dopiero się uczy. A może to zajęcia z tematu „czego nie wolno robić”?Zajęcia praktyczne

Z naszych powyższych obliczeń wynika,  że koszty prowadzenia ośrodka i realizacji  kursu prawa jazdy nie są małe. Jak  zatem opłaca się realizować kursy za niska  cenę? Możliwości jest wiele, a wykorzystuje  się tu niestety fakt, że kursant  często nie ma pojęcia, że program nie  jest realizowany tak, jak być powinien  i podpisuje kartę przeprowadzonych zajęć  z uśmiechem na ustach. 

Przede wszystkim to uczestnik kursu powinien zwracać uwagę na wszelkie nieprawidłowości i natychmiast reagować na nie – w końcu płaci za usługę, której nie otrzymuje. Godzina zajęć praktycznych to zajęcia w ruchu drogowym a nie w kolejce na stacji benzynowej, czy na parkingu przed sklepem, do którego instruktor wszedł tylko na chwilę. Czas nadal leci.

Nieudane parkowanie? Żaden problem. Po co ćwiczyć, jak można zatrzymać pojazd, unieruchomić silnik i rysować lub omawiać dłuższy czas kursantowi jego błędy. Będzie on i tak zadowolony, bo przecież instruktor cały swój czas poświęca właśnie jemu. Tylko co to daje?

Kolejna strata czasu to długotrwałe i praktycznie na każdej godzinie omawianie tych rzeczy, które znajdują się pod pokrywą komory silnika oraz poszczególnych świateł pojazdu. Rekordziści w tym zakresie, potrafią otwierać pokrywę filtra powietrza oraz skrzynki bezpieczników pokazując kursantom co znajduje się w środku. Tylko po co? Wiadomo, czas leci nieubłaganie. Obowiązkowe jest upewnienie się po skończonej (oczywiście chwilę przed czasem) jeździe, czy kursant ma aby na pewno rozpisane kolejne godziny jazdy. Jeśli instruktor jest sprytny urwie z każdej godziny w taki sposób kilkanaście a nawet i kilkadziesiąt minut. Efektywny czas jazdy skraca się znacząco, a w skali 30 godzin może to dać dla ośrodka duże oszczędności i tym samym zyski z taniego kursu.

Kto traci tu najbardziej – oczywiście kandydat na kierowcę, często zupełnie do końca kursu nieświadomy smutnej rzeczywistości. Warto pamiętać, że problemu nie można generalizować, ponieważ nie wszystkie ośrodki robią tak samo. Jest bardzo pokaźna liczba OSK działających uczciwie, jednak jest im ciężko walczyć z nieuczciwą do końca konkurencją, sztucznie zaniżającą ceny kursów.

Spotykane są często opinie kursantów, że instruktorzy każą im długo czekać na kolejne jazdy, gdy osoby, które korzystają z dodatkowych jazd doszkalających mają zawsze miejsce. Jest to także prawda, a uzasadnienie takiego faktu jest banalne. Uczestnik kursu jest traktowany jako zło konieczne, na którym się nie zarabia, a do którego się dokłada. W przypadku jazd doszkalających zawsze te parę złotych zysku zostanie dla ośrodka. Z kolei kursant uważa, że skoro zapłacił, może wymagać. Formalnie jest to prawda ale rzeczywistość niestety bywa tu brutalna. Szkoda, że ci, którzy nie przykładają się do fachowego szkolenia zupełnie nie zdają sobie sprawy z faktu, że mogą stać się ofiarą niedouczonego kierowcy, jeśli spotkają go na drodze. Zresztą efekty tego stanu rzeczy widać na co dzień na polskich drogach.

Złośliwy egzaminator i stres

Załóżmy, że udało się już ukończyć kurs, zapisać na egzamin, przystąpić do niego i … uzyskać wynik negatywny. Co dalej? Zamiast analizować przyczynę niepowodzenia, sytuacja z reguły wygląda tak, że kandydat na kierowcę wraca do tego samego instruktora, zapisuje się na kolejny egzamin, nie zalicza go, a droga taka powtarza się kilkukrotnie. Co ciekawe, błędy często są te same, a na dobrą sprawę osoba, która się uczy nie potrafi dostrzec, że sprowadza się to do braku minimalnej wiedzy i umiejętności, która pozwoliłaby zaliczyć egzamin pozytywnie. Często słychać wówczas wśród opinii kursantów, że oblał dlatego, że egzaminator czepiał się byle czego. Taka osoba nie zdaje sobie jednak zupełnie sprawy z faktu, że np. nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu, czy niewłaściwe zachowanie wobec pieszych to nie błahostki, a poważne błędy, na które powinien wyczulić każdy instruktor już podczas pierwszych godzin szkolenia.

Warto zapamiętać, że jak w każdym zawodzie, egzaminator także może mieć gorszy dzień, jednak z całą stanowczością nie ma to żadnego wpływu na ocenę egzaminu. Egzaminatorów obowiązują odpowiednie przepisy i procedury, które nie dają możliwości dowolnej oceny zachowania osoby zdającej. Jeśli osoba taka spełnia minimalne kryteria – zdaje. Jeśli stwarza zagrożenie i popełnia błędy wpływające na bezpieczeństwo ruchu drogowego – nie zdaje. Taka jest kolej rzeczy.

Pretensje można mieć co najwyżej do faktu, że do egzaminu przystępują także takie osoby, które powinny jeszcze długo się uczyć, ponieważ ich zachowanie w ruchu drogowym może być niebezpieczne. O braku wiedzy powinien informować na bieżąco instruktor, wskazując zarazem, na co kursant musi zwracać uwagę i czego musi się jeszcze nauczyć, aby przystąpić do egzaminu z szansą uzyskania pozytywnego wyniku.

Niestety prawda jest taka, że lepiej wysłać osobę z ośrodka na egzamin, a zarabiać potem na niekończących się jazdach doszkalających. Czyli błędne koło. Jeśli zauważymy, że oblewamy kolejny z kolei egzamin i nie bardzo wiemy jaka jest tego przyczyna, może po prostu warto poprosić o zmianę instruktora na takiego, który potrafi i co najważniejsze chce przekazać posiadaną wiedzę osobie szkolonej – w końcu płacimy za szkolenie czyli przekazanie nam wiedzy, a nie za to, że instruktor będzie tylko występował w samochodzie w roli osoby towarzyszącej.

Stres potrafi skutecznie przeszkodzić w zaliczaniu każdego egzaminu. Warto, idąc na egzamin nie myśleć o tym czego się nie potrafi, a założyć, że posiadana wiedza jest wystarczająca. Jeśli nie uda się zdać, nie należy obwiniać całego świata za niepowodzenie, a potraktować ten fakt wręcz pozytywnie. Dziwnie to brzmi, ale dzięki temu wracamy do szkoły jazdy, dostajemy szansę aby uzupełnić braki w wiedzy i uniknąć w przyszłości wypadku o tragicznych konsekwencjach. Zatem oblany egzamin nie musi oznaczać tragedii, ale zupełnie coś przeciwnego. Skoro egzaminator wskazuje nam, że wiedza nie wystarcza na samodzielne prowadzenie pojazdu, warto zawczasu wyciągnąć z tego faktu wnioski i te spostrzeżenia fachowca potraktować poważnie. Nie obawiajmy się po niezdanym egzaminie wprost zapytać egzaminatora, jakie dostrzega u nas braki w wiedzy. Dzięki temu będziemy mieć świadomość w jakim kierunku powinno być ukierunkowane dalsze szkolenie.

Pozostałe artykuły z działu: